50-lecie Praskiej Wiosny – kino czeskie

To już pięćdziesiąt lat… aż wierzyć się nie chce, że praktycznie po dwóch statystycznych pokoleniach tak daleko odsunęła się od nas w czasie druga z wielkich tragedii powojennej Europy Wschodniej – interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji.

Najpierw były Węgry w roku 1956. Zryw budapesztański był pierwszą w bloku „bratnich krajów demokracji ludowej” próbą pokazania Wielkiemu Radzieckiemu Bratu niezadowolenia z narzucanej dyktatury. Po śmierci Ojca Narodów Józefa Stalina, po obowiązkowej żałobie nastąpiła odwilż, wydawało się że krytyka stalinizmu zawarta w słynnym wystąpieniu Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR jest zwiastunem przemian prowadzących do – jak to wtedy nazywano – socjalizmu z ludzką twarzą. Tym bardziej że w samym Związku Radzieckim podnosiły się wtedy głosy o konieczności przyznania się do błędów i wypaczeń, rozluźnienia ideologicznego gorsetu, prawa do samostanowienia… piękne myśli, które dla radzieckiej „wierchuszki” miały jedną zasadniczą i nie do wybaczenia wadę: mogło doprowadzić do samodzielnego, niekontrolowanego myślenia – a w efekcie do podważenia „przewodniej roli ZSRR” i „wiodącej roli partii komunistycznych”. Wcielana siłą w życie we wszystkich KDL-ach zasada: „Partia kieruje – rząd rządzi” doprowadziła do władzy absolutnej urzeczywistnianej przez jedną ideologię oraz całkowitego usunięcia możliwości pochylenia się w socjalistycznej kulturze masowej nad indywidualnością; socrealizm wymuszał typowość i recepturowość narracji. Nie było miejsca dla innego widzenia świata jak wyrażone przez Majakowskiego stwierdzenie: „Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą!”. Jeśli tak – to nie mogły pojawiać się jakiekolwiek psychologizmy i wątpliwości. Dogmatem stało się prezentowanie społeczeństwa wyłącznie jako statystycznej masy.

Kino czeskie bezpośrednio po wyborach roku 1946, które (zafałszowane) dały władzę absolutną komunistom – zostało tak zideologizowane, że nie było w nim miejsca na proponowanie jakiegokolwiek opisu jednostki. W kraju brakowało mieszkań, żywności, perspektyw dla młodego pokolenia… praktycznie wszystkiego co powinno dać długofalową perspektywę chcącym stanowić o swoim własnym życiu. Po roku 1956 (XX Zjazd KPZR) w dorosłe życie wkraczali młodzi absolwenci praskiego FAMU, przez szkołę filmową (tak jak i absolwenci naszej łódzkiej Filmówki) nauczeni samodzielnego myślenia i oceniania otoczenia – co przecież jest immanentną cechą swobodnej twórczości. Mieli nadzieję, że odwilż pozwoli im na swobodną, niecenzurowaną wypowiedź.

Zaczęło się od Formana. Potem błyskawicznie pojawili się inni – Jasny, Brynych, Chytilova, Skvorecky, Hanak, Kadar i Klos, Menzel, Nemec… cały wysyp młodych twórców którzy nie chcieli być tylko rzemieślnikami wypowiadającymi cudze myśli i sądy. Oni chcieli rzeczywistej wolności – w tym psychologicznej. Ich filmy dyskutowały z rzeczywistością, zadawały niewygodne pytania, podsuwały zwątpienie w „jedynie słuszną ideę”. Były wyraźnym buntem – przeciw unifikacji i myślowemu glajszachtowaniu. Władze nie bardzo wiedziały co z nimi zrobić, szczególnie w sytuacji powodzenia ich dzieł wśród odbiorców i oficjalnie głoszonej wolności słowa. Walczono z nimi metodami zakulisowymi: zwolnieniami z pracy, uniemożliwianiem realizacji pomysłów, cenzorskimi żądaniami przeróbek, wstrzymywaniem dystrybucji gotowych już filmów i książek. Aparat władzy miał swoje wzorce – radziecką cenzurę.

To, że aż tak wiele udało się czechosłowackim twórcom powiedzieć było zaskoczeniem i dla nich, i dla władzy. Widzowie bez trudności odczytywali zjadliwą ironie stosowaną przez młodych. Tyle tylko, że żaden indywidualizm myśli nie mógł przetrwać tam, gdzie jedyną i wyłączną rację mogli mieć tylko członkowie namaszczonego przez Moskwę aparatu partyjnego. Kiedy więc wiara w możliwości odwilżowego wolnomyślicielstwa stała się zbyt (według władzy) duża, kiedy Czechom i Słowakom zaczęło się marzyć prawdziwe odzyskanie wolności – w ZSRR postanowiono skoczyć z tą samowolą.

Nadszedł sierpień 1968…

Spośród „bratnich” armii Układu Warszawskiego tylko jedna, rumuńska, nie wzięła udziału w interwencji. Pozostałe kraje dyrygowane przez KPZR i jej klony wystąpiły z „pomocą” wobec Czechów i Słowaków którzy uwierzyli w slogany o prawie do samostanowienia. Dla filmu czechosłowackiego oznaczało to albo emigrację twórców za granicę (Forman, Jasny), albo zakneblowanie tych, którzy w kraju pozostali. Oraz – wstrzymanie dystrybucji filmów niesłusznych ideologicznie. Nastąpiły czasy twórczej, sterowanej odgórnie poprawności, z której – o dziwo – czasami aluzyjnie udawało się wyłamać produkcjom telewizyjnym (seriale „Szpital na peryferiach” („Nemocnice na kraji mesta”), „Kobiety za ladą” („Ženy za pultem”), „Pod wspólnym dachem” („Chalupaři”). Tu jeszcze udawało się coś przemycić – aluzją, mrugnięciem, dialogami z drugim dnem.

Po aksamitnej rewolucji roku 1990 zakończonej objęciem funkcji prezydenta przez Vaclava Havla kino czeskie i słowackie zaczęło wracać do zwykłej światowej normalności – czyli braku narzucanej odgórnie ideologii. Nieprzypadkiem jednym z pierwszych po zmianach filmem był „Batalion czołgów” („Tankovy prapor”) Vita Olmera, prześmiewczy obraz czeskiej armii lat pięćdziesiątych będący luźną adaptacją opowiadania Josefa Škvoreckego. Jednak to, co było najwspanialsze – to dojrzałe zdystansowane opowieści o wstrząsie roku 1968, niepozbawione komediowo-ironicznego spojrzenia na inwazję bratnich armii i ponowne narzucenie „jedynie słusznej ideologii”.

Podziwiam w Czechach to, że potrafią śmiać się sami z siebie. Nie rechotać – tylko śmiać się zachowując ciepło i zrozumienie dla pokazywanych postaci. Najważniejsza cecha Szkoły Czeskiej z lat sześćdziesiątych nie została pomimo opresji lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zatracona. Oni – potrafią spojrzeć na siebie z boku, zauważyć i wielkość, i małość przeciętnego obywatela. Wiedzą, że czasu się nie cofnie, więc wszelkie próby ostrych rozliczeń prowadzą tylko do jednego: do powstawania kolejnych dyktatur łamiących prawo do indywidualności. Potrafią nabrać dystansu do historii i opowiedzieć o niej tak, że nie tracimy sympatii do bohaterów ich opowieści.

A to bardzo dużo.

Grzegorz Pieńkowski

 

Filmy cyklu:

Sklep przy głównej ulicy (Obchod na korze), r. Jan Kadar, Elmar Klos, CSRS 1965,  122’

Jeden z pierwszych socjalistycznych filmów poruszający kwestię współodpowiedzialności za Holocaust. Poetycka opowieść o czasach pogardy ze wspaniałą kreacją Idy Kamińskiej.

O uroczystości i gościach (O slavnosti a hostech), r. Jan Nemec, CSRS 1966, 71’

Ironiczne spojrzenie na oderwanie się władzy od przeciętnych ludzi; zawsze kiedy widzę na ulicy VIP-owską kolumnę samochodów – mam przed oczami ten film.

Pociągi pod specjalnym nadzorem (Ostře sledovane vlaky), r. Jiři Menzel, CSRS 1966, 90’

Zrealizowana na podstawie opowiadania Hrabala ironiczna opowieść o wchodzeniu w dorosłość w czasie II Wojny Światowej – gdzieś z dala od wojny, bitew i krwi. Jeden z najbardziej znanych filmów Szkoły Czeskiej.

Obrazy starego świata (Obrazy starėho sveta), r. Dušan Hanak, CSRS 1967 (premiera 1972), 78’

Zatrzymana na pięć lat przez cenzurę poetycka opowieść dokumentalna o wiejskich ludziach egzystujących na skraju społeczeństwa; zapomnianych, niewygodnych dla władzy przez swoją starość, porzuconych przez dzieci… Jeden z najpiękniejszych dokumentów o przemijaniu.

Pod jednym dachem (Pelišky), r. Jan Hřebejk, Czechy 1999, 118’

Komediowa opowieść o roku 1968 rozegrana na zasadzie znoszących się nawzajem przeciwieństw. Jeden z najsympatyczniejszych filmów o niszczącej nas wszystkich poityce.

RebeLove, r. Filip Renc, Czechy 2001, 110’

Stylowy musical o roku 1968 w małym przygranicznym miasteczku pokazujący z sentymentem pierwszą miłość, pierwszy zawód, politykę, brak doświadczenia… Trzy maturzystki spotykają trzech uciekinierów z wojska – i przeżywają romans przerwany wejściem wojsk Układu Warszawskiego. Jeden z najpopularniejszych w Czechach filmów początku XXI wieku.

Może Ci się również spodoba