Wielcy znani – zapomniani: Stanisław Manturzewski

Gdyby dziś zapytać przeciętnego miłośnika filmu: kto to był Staszek Manturzewski – wiedza byłaby zerowa. Jego filmy nie pojawiają się na przeglądach, nie wspomina się go – chyba tylko w anegdotach.

„Mantu” rzeczywiście był jedną z najbarwniejszych postaci polskiego kina; jego abnegacja i odmienne od przeciętnego pojmowanie czystości ubioru stały się legendą, tak jak legendą stała się jego wizytówka rozdawana w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Głosiła: „Stanisław Manturzewski – lumpenintelektualista”.

Było w nim wiele świadomego zlumpowania, sprzeciwu wobec tak bardzo nas wtedy otaczającej rzeczywistości, wynikającego z zawodu panującym systemem politycznym, układami i układzikami, wywodzącego się z czasów „Po Prostu” – kiedy jego odważne artykuły demaskujące oficjalne mity socjologiczne spotkały się z niechęcią władz co doprowadziło do wydania zakazu publikowania i zatrudnienia go w jakiejkolwiek redakcji. Jak kiedyś powiedział, to było przyczyną jego wejścia „tylnymi drzwiami” do polskiej kinematografii.

Pisał scenariusze (ponad czterdzieści) dla znaczących twórców, pojawiał się na ekranie jako naturszczyk – i to w całkiem znaczących rolach, wyszukiwał statystów dla innych twórców, podsuwał pomysły, czasami narzucał swój punkt widzenia – co przynosiło niesamowite efekty.

Powtarzał: „Widz chce mieć prawo do repliki, oczekuje, że film to będzie trochę rebus, trochę krzyżówka, lubi gdy następujące po sobie ujęcia i sekwencje trochę sobie przeczą, dźwięk kłóci się z obrazem, a muzyka ze słowem. Inaczej mówiąc, widz ceni sobie opór jaki film stawia jego myśli. Bo rzeczywistość nie jest czarno-biała. Czarne i białe przecina się wewnątrz dusz ludzkich. Ludzie są rozmaici, trochę dobrzy, trochę źli.”

Takie też były jego filmy. Zadziorne, wymagające skupienia i wewnętrznej dyskusji z ekranem. Stworzenie czarno-białego obrazu świata uważał za klęskę dokumentu, polskiego i światowego. Głośno żądał od wszystkich myślenia, a nie powielania schematów – i sam z nich wyłamywał.

W rozmowach bezpośrednich bez przerwy prowokował, a kiedy zapędził rozmówcę w ślepy róg i gdy ten stwierdzał, że nic już nie wie – mówił: „To jest nas już dwóch. To możemy zacząć przebudowę świata.”  Było w nim dużo z sowizdrzała, choć jego diagnozy zawsze opierały się na solidnej obserwacji i naukowych podstawach.

Pamiętamy go jako jedynego i niepowtarzalnego w swoim rodzaju – oryginała, myśliciela i nauczyciela pokazującego nam prawdę o świecie poprzez krzywe zwierciadła. Takich ludzi już – niestety – nie ma.

Jego ostatni film miał być  żartem ze znanego filmu fabularnego Krzysztofa Zanussiego: miał nosić tytuł „Życie jako sport ekstremalny„. Mówił o nim: „W warstwie górnolotnej będzie to rzecz o charakterze moralitetu, a równocześnie dość frywolny, taki ‚porno-Harlekin’. (…) W strukturze – rozchełstany, jakby niemowlę bawiło się telewizyjnym pilotem; rozrywany reklamami. A wszystko będzie nawleczone na dwie – trzy tradycyjne fabułki miłosne, poczciwe, choć nie pozbawione elementu perwersji. Moim niedościgłym wzorcem jest Demostenes (…), który swoje sukcesy oparł na figurze retorycznej polegającej na przechodzeniu z tonu bardzo wysokiego na potoczny.

Zrealizować go już nie zdążył…

Filmy:

1974: Jastrzębie, reż. Stanisław Manturzewski, Stanisław Niedbalski. Prod.: WFD, 17 min.

Reportaż socjologizujący” – tak mówili o filmie jego twórcy. Jastrzębie powstało po drugiej wojnie światowej jako miasto górnicze. Przyjechali tu młodzi ludzie pełni złudnych nadziei, czekały ich realia życia w hotelu robotniczym – i zderzali się z rzeczywistością odbiegającą od ich oczekiwań.

1979: W tym szaleństwie… reż. Stanisław Manturzewski. Prod.: WFD, 17 min.

Obrazy różnorodnych przejawów życia: człowiek jako część przyrody, świata, kosmosu – ale i jako bezmyślny byt nie zastanawiający się nad swoim miejscem w otoczeniu.

1983: Sęki i drzazgi, reż. Stanisław Manturzewski. Prod.: WFD, 19 min.

Biografia Wincentego Witosa opowiedziana wbrew obowiązującym schematom, prowokująca do przemyślenia na nowo roli ruchu chłopskiego w Polsce.

1987: Więcej światła, reż. Stanisław Manturzewski. Prod.: WFD, 21 min.

Opowieść o Stanisławie Niedbalskim  – operatorze, twórcy polskich dokumentów filmowych.

Może Ci się również spodoba