Ten pierwszy rok – 1972 – był najważniejszy • Janusz Zaorski

Janusz Zaorski – Lubuskie Lato Filmowe 2020

O roku ów, uff! Pierwszy festiwal filmowy w życiu (Łagów). Pierwszy film w konkursie (Uciec jak najbliżej). Pierwsza nagroda dla Józefa Nalberczaka za najlepszą rolę męską w moim filmie. To jak z pierwszą randką, pierwszym pocałunkiem, pierwszą miłością – tego się nigdy nie zapomina. Mimo upływu pół wieku, ja także nie zapominam mojego pierwszego Łagowa i choć byłem tam później kilkadziesiąt razy, to ten z 1972 roku był najważniejszy. Nie tylko z powodu nagrody. Spotkałem w Łagowie ludzi, z którymi przyjaźniłem się i przyjaźnię aż do dziś. Ale po kolei.

Na bankiecie w plenerze przy pieczeniu barana odważyłem się podejść do nieznanego mi wcześniej osobiście, wybitnego krytyka Krzysztofa Mętraka. Pogratulowałem recenzji z mojego filmu, w której huknął mnie nieźle, osładzając negatywną opinię zdaniem: „Janusz Zaorski udowodnił, że ma talent, dlatego od swojego debiutu powinien uciec jak najdalej!”. Mętrak zdziwił się: Jest pan pierwszym reżyserem, który dziękuje mi za negatywną recenzję. Krzysiek jestem, przedstawił się. I tak zyskałem przyjaciela na całe życie.

Józek Nalberczak tak się ucieszył z nagrody (pierwszej filmowej w swoim życiu), że wszystkie pieniądze (było tego chyba 10 tys. zł, a przeciętna pensja wynosiła wtedy dwa tysiące) postanowił wydać na bankiet. Precyzyjnie wszystko przygotował. Kajakami, rowerami wodnymi i łódkami popłynęliśmy w kilkanaście osób na wyspę na jeziorze, gdzie wcześniej przygotowane ognisko oferowało pyszną jagnięcinę z grilla, o wiele lepszą od baraniny na oficjalnym przyjęciu. Trunków było „skolko ugodno”, tak, że bruderszaftom nie było końca.

W ten sposób zaprzyjaźniłem się z Frankiem Pieczką (zagrał u mnie później w Matce Królów), Markiem Hendrykowskim (wieloletnim jurorem konkursu im. Krzysztofa Mętraka), czy z Filipem Bajonem (z którym w końcu ubiegłego wieku prowadziliśmy razem Studio Filmowe „DOM”). To wszystko sprawił Łagów. Festiwalowi zawdzięczam moje najważniejsze wybory, nie tylko filmowe, ale po prostu ludzkie.

Po bankiecie, zaopatrzeni w trunki, wracaliśmy piechotą do „Promyka”, gdzie byliśmy zakwaterowani w domkach kempingowych. Ja mieszkałem z Filipem Bajonem i jego kolegami z „Filmówki”, Witkiem Stareckim i Krzyśkiem Iwanowskim. Aby nie było nudno, wyprzedzając gromadę wlokącą się na nocleg, wymyśliłem wyścig i co 100 metrów zaznaczałem na asfalcie „lotne finisze” – nagrodą dla pierwszego na linii mety był kieliszek trunku.

Niestety „przereżyserowałem” sytuację, bo na koniec nikt już nie miał siły na picie, więc nikt nie chciał wygrywać. Zdyskwalifikowałem wszystkich uczestników Filmowego Wyścigu Pokoju. Okazało się, że z Bajonem i jego kumplami mieliśmy identyczne gusty filmowe. Postanowiliśmy więc odegrać scenę z filmu Popiół i diament, w której grany przez Bogumiła Kobielę Drewnowski uruchamia gaśnicę przeciwpożarową podczas fety z okazji zakończenia II wojny światowej. Nasz domek kempingowy został całkowicie zalany pianą.

Filmowcy wszystkich krajów, łączcie się… w Łagowie!

Janusz Zaorski – reżyser, scenarzysta, producent.

Das könnte dich auch interessieren …