Na tych uliczkach duch w nas się wzmaga • Jan Jakub Kolski

Jan Jakub Kolski – LLF

Są może dwa, trzy festiwale, o których mogę powiedzieć – moje. Owo „moje” bierze się z pamięci emocji tam doświadczanych. Łagowskie emocje? Najpierw strach. Pamiętam dzień, w którym ukryci za drzewami czekaliśmy z Krzyśkiem Majchrzakiem na wyjście widzów z kina Świteź, przybytku dusznego, tłocznego, ale nie do podrobienia. Tamtego łaknienia ekranu, tamtego łaknienie rozmowy nie da się dzisiaj wnieść na salę razem z kubkiem coli i kartonem popcornu. Więc staliśmy tam przerażeni, aż Krzysiek nie wytrzymał. Dialog z tamtej chwili wyglądał mniej więcej tak:

K: Kurwa, jak długo my się tak będziemy bać jak dzieci? Przecież to upokarzające.

JA: No właśnie, kurwa, jak długo?

Wtedy za naszymi głowami rozległ się głos trzeciego chłopca, który nadchodził ku nam od jeziora:

CHŁOPIEC: Zawsze. Już do końca życia. I każdy nowy strach będzie większy od poprzedniego.

Nadchodzącym okazał się Marek Piwowski. To on był źródłem mądrości, która – niestety – sprawdza się do dzisiaj. Postał z nami, pobał się do towarzystwa, potem poszedł do swoich spraw i strachów.

Rozmowy łagowskie. Najżywsze jakie pamiętam, w zamku, przenoszone potem nad jezioro. „Pogrzeb kartofla”, mój debiut, rok chyba 1990. Siedzimy razem z moim przyjacielem, późniejszym producentem Lambrosem Ziotasem. Mateusz Werner atakuje. Nic mu się nie podoba. To złe, tamto jeszcze gorsze; brak oglądu świata, egotyzm (jakby kino autorskie polegało na czymś innym). Wreszcie kłótnia między Lambrosem i Mateuszem. Ogień w powietrzu. Mateusz nie wytrzymuje, wychodzi z zamku, my za nim. Młody krytyk zdejmuje ubranie, skacze z pomostu do jeziora. Koniec dyskusji.

Radości i smutki łagowskie. Któryś rok (nie pamiętam), któryś film (nie pamiętam) dostaje trzy nagrody. Na widowni Zuzia, moja córka. Dziecko cieszy się, bije brawo najgłośniej ze wszystkich; tata raz, tata dwa, tata trzy i do tego mówi coś do niej ze sceny. Dziś miałaby 30 lat.

Łagowskie bohaterstwo. To zdarzyło mi się raz, kiedy na plaży stanąłem sam na przeciwko sześciu bandytów kopiących stado psów. Obroniłem je. Najmniejszy z kundli, najwyraźniej delegowany przez resztę, podbiegł i polizał mnie w twarz. Dostałem brawa od widowni. Jak w kinie.

Starzejemy się, robimy coraz wolniejsze filmy, ale na tych uliczkach duch w nas się wzmaga. To wzmożenie widać w Łagowie jak na dłoni; chodzimy sprężystym krokiem, patrzymy śmiało w oczy, a Andrzej Werner jak zwykle wypływa na jezioro poza zasięg wzroku…

Jan Jakub Kolski – reżyser, scenarzysta, operator i producent. Wielokrotnie nagradzany na LLF, m. in. za „Pograbka”, „Jańcia Wodnika”, „Cudowne miejsce”

You may also like...