„Kino europejskie było, jest i będzie mocne” – rozmowa z Kubą Armatą

Lubuskie Lato Filmowe to nie tylko seanse, ale także przestrzeń do spotkań i dyskusji. O filmowe typy, wspomnienia związane z festiwalem i przemyślenia na temat kondycji współczesnego kina zapytaliśmy Kubę Armatę – krytyka filmowego oraz tegorocznego członka jury Konkursu Krótkich Filmów Fabularnych.

Minęło 10 lat od czasu, gdy pierwszy raz pojawił się na Lubuskim Lecie Filmowym. Jak sam podkreśla, chociaż miał już odpowiednie zaplecze dziennikarskie, to właśnie tu mógł sprawdzić się również w roli moderatora spotkań z twórcami. Kuba Armata jest dziś cenionym krytykiem filmowym oraz aktywnym uczestnikiem polskich i europejskich festiwali m.in. w Cannes, Berlinie, czy Wenecji. Na swoim koncie ma wiele wywiadów przeprowadzonych z ludźmi świata kina, jednak tym razem zgodził się stanąć po tej drugiej stronie mikrofonu.

Program 54. Lubuskiego Lata Filmowego to wyjątkowa mieszanka. Tutaj debiuty przeplatają się z propozycjami od bardziej doświadczonych twórców. Znalazły się w nim zarówno produkcje, z którymi część publiczności zetknie się pierwszy raz, jak i filmy mające już pewną pozycję na kinowej scenie. Co mógłbyś polecić widzom, którzy pojawią się w tym roku w Łagowie?

Kuba Armata: W moim Top 5 znalazły się trzy polskie filmy, które wcześniej mocno funkcjonowały w obiegu, czy to festiwalowym, czy kinowym. Dwa z nich to debiuty: „To nie mój film” Marii Zbąskiej oraz „Utrata równowagi” Korka Bojanowskiego. Trzecim jest pełnometrażowy dokument zatytułowany „Posłuchaj, co chcę ci powiedzieć” Małgorzaty Imielskiej.

Piątkę uzupełniają dwa filmy rumuńskie – „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata” Radu Jude, który w mojej ocenie jest jednym z najważniejszych obecnie autorów filmowych w Europie. Druga produkcja to nagrodzone w Cannes „Trzy kilometry do końca świata” Emanuela Pârvu. Myślę, że to mogą być ciekawe i różnorodne propozycje dla widzów.

Lubuskie Lato Filmowe to jednak nie tylko seanse, ale też tak wyczekiwane przez wszystkich spotkania z twórcami. Czy w tym przypadku również możemy liczyć na rekomendacje?

K. A: Do kilku z polskich filmów, jakie znalazły się w programie Lubuskiego Lata Filmowego, mieliśmy wcześniej spotkania na dwóch festiwalach, na których pracuję, czyli na Tarnowskiej Nagrodzie Filmowej oraz na Mastercard OFF Camera w Krakowie. Sam prowadziłem dyskusje po filmach „Minghun” (reż. Jan P. Matuszyński) oraz „Utrata równowagi” (reż. Korek Bojanowski). Pamiętam, że były to bardzo ciekawe merytorycznie rozmowy i jestem przekonany, że tak samo będzie w Łagowie. Z jednej strony to twórcy, którzy mają publiczności sporo do powiedzenia na temat swoich filmów, są otwarci, a jednocześnie same produkcje zachęcają do głębszej dyskusji. Jestem przekonany, że widzowie Lubuskiego Lata Filmowego do tych rozmów aktywnie się włączą i w efekcie będą to bardzo interesujące spotkania.

To nie pierwszy raz, gdy pojawiasz się w Łagowie. Czy są filmy z poprzednich edycji, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

K. A.: Odpowiem trochę naokoło, bo nie mam jednego takiego tytułu. Bardzo lubię na tym festiwalu oglądać krótkie metraże. W tym roku zdarzyło się tak, że będę w jury właśnie tego konkursu. To sekcja, gdzie odkrywamy i poznajemy nowe talenty, ciekawe głosy. Możemy też obserwować ich dalszą drogę reżyserską – czy przejdą do pełnego metrażu, jak szybko to zrobią?

Przykładem może być Damian Kocur. Oglądając jego krótkie filmy, widziałem, że jest to reżyser z dużym talentem i fajnie będzie zobaczyć jego debiut w pełnym metrażu. Podobnie Adrian Apanel czy Aleksandra Terpińska Nie stawiam więc na jeden film, a na całą sekcję, która zawsze jest dla mnie wyjątkowo ciekawa.

Uczestniczysz w wielu festiwalach. Niedawno wróciłeś z Cannes, jesteś również dyrektorem artystycznym Tarnowskiej Nagrody Filmowej, która odbyła się na początku czerwca. Czy jest jednak coś, co w pewien sposób wyróżnia Lubuskie Lato Filmowe?

K. A.: Wydaje mi się, że aspekt ludzki jest w kontekście festiwalu w Łagowie bardzo ważny. Ta trochę mniej oficjalna, a bardziej rodzinna atmosfera. Wszyscy ze wszystkimi się spotykają, spędzają wspólnie czas, czy to na filmach, czy to nad jeziorem, czy nawet na wydarzeniach sportowych, które często wypadają w trakcie festiwalu i razem je oglądamy.

Samo miejsce również jest wyjątkowe. Festiwal odbywa się nad jeziorem, prawie w lesie. Jest więc nie tylko dużo dobrego kina, które można zobaczyć przez tydzień, ale też można tu odpocząć od miejskiego zgiełku. Wydaje mi się, że dlatego goście, w tym również ja, tak chętnie tu wracamy.

A masz jakieś wyjątkowe wspomnienie związane właśnie z Łagowem?

K. A.: Wspomnieniem, które wciąż pamiętam i mocno we mnie żyje, jest moja pierwsza wizyta na festiwalu w Łagowie. To było w 2015 r., kiedy Andrzej Kawala zaprosił mnie na Lubuskie Lato Filmowe, żebym poprowadził po filmach kilka spotkań z festiwalowymi gośćmi. I tak naprawdę, dopiero gdy tu przyjechałem, przekonałem się, czym jest ten festiwal i to miejsce. Oczywiście wcześniej wiele słyszałem o Lubuskim Lecie Filmowym, ale raczej z opowieści czy relacji. Dopiero gdy mogłem zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje na własne oczy, zrozumiałem, o co chodzi.

Drugim moim wspomnieniem są spotkania, które miałem okazję prowadzić na przestrzeni lat. Wśród nich rozmowy z Marianem Dziędzielem, Janem Jakubem Kolskim, Lechem Majewskim, czy Arkadiuszem Jakubikiem, a więc z uznanymi i doświadczonymi twórcami. Pamiętam, że te dziesięć lat temu było to dla mnie spore przeżycie, jako dla osoby, która dopiero wchodzi do zawodu.

Oglądanie filmów to stały element Twojego zawodu. Po jakie kino sięgasz jednak w czasie wolnym, gdy chcesz po prostu odpocząć?

K. A.: Prawdę mówiąc, w wolnym czasie raczej sięgam po książki, a nie po filmy. Przez cały rok jeżdżę po festiwalach zarówno polskich, jak i europejskich, gdzie oglądam mnóstwo filmów. Czasami zdarza się, że nawet po pięć dziennie. Dlatego, gdy już mam trochę tego wolnego czasu, to dla higieny psychicznej staram się wykorzystać go inaczej niż w kinie lub przed telewizorem. Czy to przy książce, czy z przyjaciółmi, czy uprawiając sport. A takie oglądanie i spędzanie w kinie po 7-8 godzin dziennie wymaga pewnego fizycznego przygotowania. Dlatego znajduję czas na takie aktywności jak chociażby squash. Skądinąd bardzo popularny w polskiej branży filmowej.

A jak krótko oceniłbyś miejsce, w którym znajduje się dziś kino zarówno europejskie, jak i polskie?

K. A.: Kino europejskie było, jest i będzie mocne. Chcemy oglądać filmy autorskie, a nie tylko wysokobudżetowe, hollywoodzkie produkcje, które często zrobione są jak od kalki. Możemy mieć wręcz wrażenie, że oglądamy ten sam film tylko w innych okolicznościach. Wydaje mi się też, że po  czasie pandemicznym nasyciliśmy się platformami streamingowymi. Wyszliśmy już z tego, żeby filmy oglądać tylko na kanapie w salonie. Częściej chodzimy do kin, również tych studyjnych, gdzie spotkać można się właśnie z kinem autorskim, europejskim. Mam takie doświadczenie z ostatniego festiwalu w Cannes, który odbył się kilka tygodni temu, gdzie kilkukrotnie uczestniczyłem w projekcji największej festiwalowej sali Grand Theatre Lumiere, która ma ponad 2400 miejsc. Zwykle była ona wypełniona po brzegi, często właśnie na filmach europejskich, które stanowią główną część konkursu. To bardzo pozytywne.

W kinie polskim ostatni rok był bardzo ciekawy i różnorodny. Podobnie jak w poprzednich latach, tak i w tym miałem przyjemność pomagać w selekcji filmów do konkursu głównego Lubuskiego Lata Filmowego. Wybranie tylko kilku przyprawiało o spory ból głowy, bo lista była długa. Sporo pozycji, które finalnie nie weszło do konkursu, wartych byłoby pokazania. Wiadomo jednak, że konkurs ma określoną wyporność. Mam też refleksję dotyczącą kina polskiego, która związana jest z Tarnowską Nagrodą Filmową, czyli festiwalem, który współtworzę. Mieliśmy tam filmy, które już funkcjonowały w obiegu festiwalowym, kinowym oraz streamingowym, czyli podobnie jak podczas LLF, a mimo to na niemal każdej projekcji był komplet widzów na sali. Podobnie bywało w Łagowie w latach poprzednich, gdzie zdarzały się nawet nadkomplety. Liczę, że tak będzie również w tym roku.

Musimy przyznać, że my również na to liczymy.

Dziękujemy za rozmowę i zapraszamy na pokazy filmów zarówno tych zaproponowanych przez naszego gościa, jak i pozostałych, które znalazły się w programie 54. Lubuskiego Lata Filmowego.

Możesz również polubić…