Łagów to sen, barwny kalejdoskop • Andrzej Titkow

MÓJ ŁAGÓW

Łagów to sen. Ludzie, filmy, rozmowy o filmach i o życiu, kąpiele w jeziorze, pływanie kajakiem, piwo i wódka. Szczegóły zatarte, barwny kalejdoskop. Nie byłem notorycznym bywalcem Festiwalu w Łagowie. Po raz pierwszy pojechałem tam, jako początkujący filmowiec, w latach 70. PRL rozkwitał, a ludziom żyło się dostatniej. Z pewnością był tam wtedy słynny Jan Himilsbach. Wszyscy opowiadali o Himilsbachu anegdoty, wszyscy go znali i byli z nim zaprzyjaźnieni. Ja nie.

W latach 80. byłem w Łagowie pewnie ze dwa razy. Dobrze pamiętam Lubuskie Lato Filmowe czasów Burzy i Naporu, w pamiętnym roku 1989. Film „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego, który mnie, kolejny raz, zachwycił i jeszcze dwa świetne dokumenty-„Górnicy‘88” Andrzeja Piekutowskiego i „Co wyszło spod ziemi” Marii Zmarz-Koczanowicz. Piękne lato. Dużo pływałem i trochę kajakowałem. Były różne rozmowy. Zapamiętałem szczególnie rozmowę ze skacowanym, zbolałym Waldkiem Chołodowskim. Pytam go, dlaczego tak mało pisze o filmie. On na to wściekle-A gdzie mam pisać, w „Trybunie Ludu”? I jeszcze jedno, ważne dla mnie, wydarzenie. Pokaz mojego filmu fabularnego „Światło odbite” i jego chłodne przyjęcie. Wracałem z festiwalu z Andrzejem Brzozowskim. Wsiedliśmy do pociągu na stacji Zbąszynek. Lał deszcz. Tuż przed odjazdem, do naszego przedziału, weszła dziewczyna. Była całkiem przemoczona. Pociąg ruszył. Dziewczyna wyszła na korytarz. Światło za oknem rysowało jej sylwetkę. Patrzyłem na nią, jak urzeczony. Zauważyłem, że i Andrzej jest w nią wpatrzony. Szybko wyszedłem na korytarz. Zaczęliśmy rozmowę, która trwała do Warszawy. Ta dziewczyna do dzisiaj jest moją żoną.

Andrzej Titkow

W wieku XXI byłem w Łagowie dwukrotnie. W roku 2005 pojechałem tam z moją piętnastoletnią wówczas córką, Natalią. Z filmów, które wtedy obejrzałem, największe wrażenie zrobił na mnie „Raj utracony”. Jego autor, węgierski reżyser, Lajos Koltai został zresztą, całkiem zasłużenie, nagrodzony. Odbył się także retrospektywny pokaz moich filmów. Na pierwszym seansie pokazałem prawie wszystkie moje filmy, zrealizowane w WFD, od „W takim niedużym mieście” do „Daj mi to”. Przyszło dużo ludzi. Po projekcji odbyło się tzw. „spotkanie z reżyserem”. Wszyscy bardzo filmy chwalili. Laurkę wygłosił nawet Wojtek Marczewski. Musieliśmy jednak szybko wyjść z kina, bo następna projekcja. Ale widzowie chcieli dalej rozmawiać, więc dalszy ciąg spotkania odbył się na ławce pod kinem. Druga projekcja odbyła się kilka godzin później. Pokazałem filmy nowsze – „Na podobieństwo Jacka” i „Historię pewnego życia”. Wieczorem zaliczyliśmy jeszcze z Natalią „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego. Jej się podobało, mnie zachwyciło.

W następnym roku nie pojechałem do Łagowa. Od grudnia 2004, byłem zastępcą kierownika Redakcji Form Dokumentalnych Programu I TVP. Na Krakowskim Festiwalu Filmowym nasza Redakcja triumfowała. Filmy wyprodukowane lub koprodukowane przez nas zgarnęły 7 najważniejszych festiwalowych nagród, praktycznie całą pulę. Niewiele czasu upłynęło od zakończenia Festiwalu, gdy 6 lipca, Małgorzata Raczyńska, nowa dyrektor TVP 1, wręczyła mi wymówienie. 10 lipca zgromadzeni w Łagowie twórcy napisali list otwarty w mojej obronie do Bronisława Wildsteina, ówczesnego prezesa TVP S.A. Ten list zaczynał się tak: „Do uczestników 36. Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie dotarła wiadomość o natychmiastowym zwolnieniu z pracy w Redakcji Filmu Dokumentalnego Programu 1 TVP Andrzeja Titkowa, znanego dokumentalisty i świetnego redaktora”. List popisały 74 osoby, a wśród nich-Andrzej Wajda, Ryszard Bugajski, Kazimierz Karabasz, Marek Koterski, Jacek Petrycki, Magdalena Piekorz, Hanna Polak, Borys Lankosz, Andrzej Seweryn, Adam Sikora, Tadeusz Sobolewski, Bolesław Sulik, Teresa Torańska, Andrzej Werner, Maria Zmarz-Koczanowicz. Oczywiście żadnego efektu list nie przyniósł, ale od tej pory Łagów jest mi szczególnie bliski i jawi się, jako ważny przystanek mego życia.

Te wszystkie łagowskie obrazy, rozmowy, klimaty, oddalają się z trzecią szybkością kosmiczną, zacierają się, rozwiewają. Jak sen, tuż po przebudzeniu.

Andrzej Titkow – reżyser, scenarzysta i producent.

Może Ci się również spodoba